mistrzowsko jak na boga przystało .
Nie mam pojęcia, co się stało ze mną. Coś zamieniło światło w ciemność - negatyw. Ostatni rok, dwa - miałem ciężko. Znowu czuję się jak przegrany śmieć, bo Wszystko się wali prócz tej ściany przede mną. Mówiłem sobie wiele razy: "zmień coś" i zmieniałem. Byłem daleko stąd. Wyszło na to, że to nietrwałe. Stoję dokładnie tu, gdzie stałem parę lat wstecz, Lecz oczy, którymi patrzę zgubiły swój blask gdzieś Po drodze, gdyby nie te parę pompek i brzuszków, Które wytrwale tak robię, co dzień wciąż bym leżał w łóżku. Nie dorwiesz mnie pod telefonem ziom, cóż - znów Nie chce mi się zamieniać z kimkolwiek choćby dwóch słów. Mam swój dół. Pierdolę odpowiedzi na maile, Nie chcę odwiedzin, chyba, że masz dla mnie lek na receptę. Biorę te, które mam, ale zdają się leczyć próżnię.Ile trzeba tego zeżreć, żeby nie chcieć umrzeć?!
We wszystkich zdaniach w moim życiu głos ma interpunkcja, To moja dobra, nieodłączna znajoma - autodestrukcja. Mój wróg number one. Próg w każdej z bram. Zjawia się bardzo często tu, kiedy zostaję sam. Jej nie obchodzi czy mam słuszną ideę. Gdy siada obok, widzę świat przez brudną moskitierę. Znika wszystko od hajsu, przez karierę, do moich fanów. I znów jestem tym nieśmiałym dzieckiem ze szkolnych czasów. Rzuciłem wszystko na stół w grze o marzenia, Jestem szaleńcem, w którym jeszcze tli się nadzieja. Za darmo nie ma nic. Chciałbym czasem słuchać opinii. Znajomi pokończyli studia, dziś mają rodziny. Ja jestem inny. Kiedyś byłem z tego dumny. Dziś nie wiem sam, czy kiedyś będę szczęśliwy, czy zdechnę smutny Jak teraz, lecz wiem bo przekonałem się nie raz, Że nie ma co wychodzić z kina, póki trwa seans...
Polecam całą płytę- Zeus . Nie żyje .